środa, 24 lutego 2016

Pomysł na krótkie paznokcie #3

Hejka!
Dziś przychodzę do was z kolejnym pomysłem na krótkie paznokcie. 
Zanim zacznę chciałabym wam powiedzieć, że szczerze nie polecam stosować tej metody na krótkich paznokciach, bo nie ma wtedy aż tak fajnego efektu jak na paznokciach długich. 
Mianowicie napiszę wam dzisiaj o wykorzystaniu srebrnej folii.
Od razu mówię, że takie cuda wykonywałam po raz pierwszy dlatego też nie wyszły mi one najlepiej. Myślę, że jakbym jeszcze trochę poćwiczyła i miała dłuższe paznokcie to wyszłoby to o wiele lepiej. Jednak nie mam na co narzekać, bo jak na pierwszy raz to uważam, że jest po prostu super.
Zresztą sami oceńcie ...... .   


Nie dałam niestety rady nakleić tej folii na wszystkie paznokcie, bo jest to dość pracochłonne, a ja jak zwykle nie mam na nic czasu. :-)
Poza tym już po naklejeniu jednego kawałka wiedziałam, że nie będzie to zbyt piękne, więc po prostu nie widziałam sensu dalszego robienia. 


Kolejne paznokcie i kolejne wykorzystanie folii. Powiem wam, że te paznokcie pomalowałam już w zeszły poniedziałek !!! 
Jednak jak się pewnie domyślacie nie miałam czasu, żeby regularnie dodawać posty. Na szczęście zdążyłam zrobić zdjęcia, bo zazwyczaj robię je w dniu, w którym dodaję post. Coś mnie wtedy podkusiło i wzięło na robienie zdjęć. Teraz wiem, że to była dobra decyzja! 

  

Tu postawiłam nie na całe paznokcie tylko na ich "skośną" połowę. Tak jak poprzednim razem nie naklejałam folii na wszystkie paznokcie, bo już na początku zaczęło mi nie wychodzić i dalej po prostu nie robiłam.
Gdy już wszystko ponaklejałam stwierdziłam, że jest na tych paznokciach trochę pusto i postanowiłam domalować jeszcze jakieś tematyczne wzorki lakierem.  
Całość prezentuje się w ten sposób. 


Co do samego posta to myślę, że był to ostatni post z serii, o krótkich paznokciach. Mam nadzieję, że post jak i cała ta seria wam się podobała i zostaniecie na dłużej. 
Na dzisiaj to tyle! Papa!


sobota, 20 lutego 2016

Haul zakupowy

Hejka! 
Dziś mam dla was ten "specjalny" post o którym wcześniej wspominałam. Nie wiem w sumie dlaczego napisałam, że będzie to coś specjalnego. Wydaje mi się, że po prostu byłam tym wtedy zachwycona. Nie przedłużając powiem wam o co chodzi. Mianowicie mam dziś dla was haul zakupowy. Większość tych rzeczy zamówiłam na allegro, ale nie wszystkie. Niektóre kupiłam wczoraj w zwykłych sklepach takich jak np. biedronka. :-)
Przy okazji nie byłabym sobą gdybym nie napisała do każdego produktu krótkiej recenzji. Życzę miłego czytania.
Oto co udało mi się kupić w tym tygodniu ...... . 


Zacznijmy może od czegoś co jest na moim blogu chyba najważniejsze. Mam oczywiście na myśli lakiery do paznokci. Dwa pierwsze (od lewej) kupiłam w jakiejś drogerii. Muszę wam się przyznać, że szczerze nie pamiętam w jakiej, bo tyle tego było ... podejrzewam, że był to Rossmann, ale nie jestem na 100 % pewna. 
Ten po środku udało mi się kupić w Tesco na stoisku z kosmetykami. Jest to lakier pękający. Nie wiem tylko dlaczego, ale kiedy pomaluję nim paznokcie i zaczynają "pękać" to owszem pękają, ale tylko pionowo. Wygląda to trochę dziwnie lecz także ma swój urok. 
Kolejne lakiery zamówiłam przez internet. Nie mam jeszcze o nich wyrobionego zdania, bo minęło zaledwie kilka dni i nie zdążyłam ich jeszcze przetestować. Podejrzewam, że super się sprawdzą, bo mam już kilka lakierów z tych firm i są naprawdę w porządku. Może jak znajdę trochę czasu to napiszę wam któregoś dnia ich recenzję. 


Kolejnymi rzeczami, które udało mi się kupić są szminki do ust. Mogliście je zauważyć u mnie już wcześniej, bo miałam podobne. Właściwie to tę sowę miałam nawet taką samą. Nie wiem dlaczego, ale czasami (a właściwie to prawie zawsze) mam tak, że jak już coś przetestuję i mi się spodoba to zawsze do tego wracam. Mam na myśli to, że gdy np. przetestuję szminkę to zawsze już będę używała tej samej i nie będę chciała niczego zmieniać. Tym razem było tak samo. Gdy zauważyłam, że kończy mi się błyszczyk w tej sowie od razu pobiegłam do biedronki, żeby kupić drugi. Ze szminką Eos było tak samo tylko, że ją kupiłam przez internet. Niestety nie było takiej samej jaką miałam wcześniej, ale była bardzo podobna. Właściwie to różniła się tylko kolorem i to minimalnie. 


Kolejnymi rzeczami, które nabyłam były kosmetyki. Pierwsze co kupiłam to tusz do rzęs. Od kilku miesięcy używam tuszu z tej samej firmy i jestem zadowolona, więc jak na razie nie widzę potrzeby, żeby to zmieniać. Do tego zakupiłam sobie eyeliner z firmy Rimmel. Jest bardzo wydajny i świetnie się trzyma. Na allegro zamówiłam sobie również białą kredkę do oczu. W sumie to moja stara trzyma się jeszcze całkiem nieźle, ale najbardziej zależało mi po prostu na temperówce. Poza tym była od tego samego dostawcy co niektóre rzeczy, więc nie musiałam dodatkowo płacić za przesyłkę.
Tak jak w przypadku lakierów nie wiem czy się sprawdzi, bo jeszcze jej nie testowałam.


Teraz równie ważna rzecz, która powinna znaleźć się tuż za lakierami, a mianowicie naklejki i ozdoby do paznokci. Jak zwykle kupiłam sobie moje ulubione piórka, które pojawiają się dość często na moim blogu. Poza tym dokupiłam sobie także zestaw małych ozdób do paznokci. Przez te kilka dni zdążyłam je już przetestować i muszę wam powiedzieć, że nie spodziewałam się, że są aż tak dobre. Wydawało mi się, że jeżeli taki dość duży zestaw kosztuje 12 zł to pewnie jest to jakaś chińska tandeta. Jednak powiem wam, że się myliłam. Wszystko się świetnie trzyma i nie odpada. Do tego ozdóbki są od spodu pokryte takim jakby materiałem co sprawia, że są elastyczne i bardzo łatwo się je nakłada. Oczywiście nie mogło zabraknąć naklejek do French Manicure. Mimo iż bardzo rzadko ich używam to jednak zawsze mam je w kosmetyczce (choć w sumie sama nie wiem dlaczego, ale niech już będą). Następnie kupiłam sobie tasiemki do ozdabiania paznokci. Nie zaszalałam za bardzo z kolorami i wzięłam tylko złote i srebrne. 


Kolejne są brokaty. I tu muszę wam powiedzieć, że po raz pierwszy wzięłam inny kolor niż zwykle. Oczywiście nie zrobiłam tego z własnej woli. Po prostu dostawca, od którego zazwyczaj zamawiałam nie miał moich ulubionych kolorów. Pierwszy (patrząc od lewej) jest to najzwyklejszy brokat, który można dostać w każdym sklepie, w którym są lakiery do paznokci. Drugi natomiast to brokat, który po utwardzeniu lakieru hybrydowego daje nam efekt syrenki.  


Kolejne moje nabytki (i chyba już ostatnie) to cyrkonie do paznokci. Zazwyczaj zamawiałam tylko srebrne no i czasami złote. Tym razem postanowiłam pójść na całość i zamówić sobie wszystkie dostępne kolory. Myślę, że już niedługo wstawię wam jakieś paznokcie z nimi. 


Na dzisiaj to tyle ...... .
Jak się pewnie domyślacie zdjęcia robiłam wieczorem, więc jak zwykle nie są zbyt wyraźne. :-)
Mam nadzieję, że wam się podobało!
Do zobaczenia w kolejnym poście!




środa, 17 lutego 2016

Pomysł na krótkie paznokcie #2

Hejka!
Jak pewnie zdążyliście zobaczyć po tytule przychodzę dziś do was z kolejnym pomysłem na krótkie paznokcie. Jeżeli jesteście tu nowi i nie wiecie dlaczego w ogóle powstała taka seria to zapraszam do poprzedniego posta z tej serii, którego znajdziecie trochę niżej. 
Moja propozycja na dziś to paznokcie z naklejkami. Podobne naklejki mogliście zaobserwować już w poprzednich postach. Co do samych paznokci to malowałam je w weekend, więc są już minimalnie dłuższe niż na zdjęciu. Myślę, że posty o krótkich paznokciach pojawią się jeszcze kilka razy, ale powoli wracam do normalności, więc nie będzie tego za wiele. Poza tym nie zdziwcie się, jeżeli za kilka dni zobaczycie mnie w długich paznokciach, zaraz wam wyjaśnię o co chodzi. 
Otóż kiedy ostatni raz obcinałam paznokcie obcięłam je po prostu do "zera". Nie wiem czym to jest spowodowane, ale paznokcie u prawej ręki rosną mi szybciej niż u lewej. Miałam już takie sytuacje, że jedne paznokcie były dłuższe od drugich, ale zazwyczaj było to max. 0.3 mm albo nawet mniej. Teraz natomiast jest ogromna różnica, bo paznokcie rosną mi nawet na niektórych palcach prawie 3 razy szybciej. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje? Jeżeli mieliście podobną sytuację to kończenie napiszcie o tym w komentarzu i powiedzcie mi co z tym zrobić? Oczywiście najłatwiej jest powiedzieć: obciąć, ale wiecie jak to jest, gdy obcina się tylko jedną rękę. Zawsze gdzieś można krzywo przyciąć albo obciąć za dużo itp. Poza tym jest mi ich trochę szkoda i nie chcę już ich bardziej skracać. 




Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że się wam podobało. Za kilka dni mam zamiar napisać dla was specjalny post. Myślę, że powinien pojawić się koło soboty, ale nie obiecuję, że tak będzie. Nie wiem jak wy, ale ja to sobie czasami chyba nie radzę. Nie daję rady uczyć się, (choć i tak rzadko to robię, ale wiecie o co chodzi) prowadzić bloga, na chwilę relaksu też nie mogę sobie pozwolić, bo co chwilę słyszę "posprzątaj pokój","naucz się", "odrób lekcje"...... . Czy wy też macie takie problemy? Macie może jakieś rady jak pogodzić bloga ze szkołą? Jak tak to napiszcie, bardzo mi się to przyda i przynajmniej będę wiedziała, że nie jestem z tym sama. Do zobaczenia w kolejnym poście!
Papa! 



niedziela, 14 lutego 2016

Walentynkowy makijaż

Hejka!
Dziś są walentynki, więc mam dla was coś specjalnego!
Nie będę pisała o prezentach, ani o miłości. Właściwie to do napisania tego posta zainspirowała mnie moja przyjaciółka Ewelina. Już wcześniej miałam plany odnośnie dzisiejszego dnia, ale były one nico inne niż te, które zaraz zobaczycie. Wiem, że większość dziewczyn czytających mojego bloga po prostu nie ma chłopaka. Mówię, że dziewczyny, bo raczej nie wydaje mi się, żeby jakiś chłopak czytał blogi tego typu, ale jeżeli taki jest to też kieruję te zdanie do niego. Dlatego też uważam, że nie ma sensu, żebym pisała o czymś czego nikt nie będzie czytał, a nawet jeżeli już przeczyta to i tak nic z tą wiedzą przecież nie zrobi. Poza tym ja obecnie też jestem singielką, więc nawet nie miałabym o czy za bardzo pisać. 


Nie przedłużając mam dzisiaj dla was kilka propozycji walentynkowego makijażu. Niektóre z nich sprawdzą się również do noszenia na co dzień, ale nie wszystkie, bo nie wyobrażam sobie chodzić na co dzień do szkoły np. w takich ustach. Myślę, że nauczycielom też mogłyby się one niespodobać.
Jednak z racji tego, że są walentynki można sobie pozwolić na odrobinę zabawy. <3


Myślę, że świetnym dodatkiem do takich ust jest walentynkowy manicure. Nie jest on trudny w wykonaniu, a prezentuje się naprawdę świetnie. Gdyby nie było widać (pewnie się domyślacie, że jak zwykle malowałam paznokcie wieczorem) to i paznokcie, i szminka są takiego samego koloru. 


Kolejną moją propozycją są oczy, chyba najważniejszy element w całym makijażu. Na początku zastanawiałam się czy nie pomalować ich na czerwono lub na różowo, ale pomyślałam sobie, że to nie wyglądałoby dobrze. Z jednej strony są walentynki, a jaki kolor kojarzy nam się z walentynkami? Oczywiście czerwony. Z drugiej jednak strony pomyślałam, że nie można przesadzić z jednym kolorem, bo będziemy wyglądać "trochę" dziwnie jeżeli będziemy chodzić po ulicy całe na czerwono. Zwłaszcza, że ten kolor oprócz walentynek kojarzy się z agresją, a przecież nie o to nam chodzi. Po dłuższych zastanowieniach postawiłam na niebieski z domieszką czarnego. Myślę, że same oczy wyglądają naprawdę zjawiskowo, a w całym makijażu świetnie kontrastują z ustami. 


Wszystko to jest bardzo łatwe w wykonaniu, bo jak wiecie ja też nie jestem profesjonalistką, a mimo to dałam radę. Jeżeli będziecie chcieli, żebym w jakimś poście pokazała wam dokładnie jak taki makijaż zrobić wystarczy, że napiszecie o tym w komentarzu. To byłoby na tyle w dzisiejszym poście mam nadzieję, że fajnie wam się czytało. Teraz zabieramy się do roboty i możemy się cieszyć wspaniałym walentynkowym makijażem. 



Dajcie znać czy podobają wam się posty tego typu. Mam nadzieję, że do zobaczenia!
Papa!


czwartek, 11 lutego 2016

Moja przygoda z rysowaniem #2

Hejka!
Witam was bardzo serdecznie w kolejnym poście z serii moja przygoda z rysowaniem.
Bardzo się ucieszyłam, gdy zaczęłam czytać wasze komentarze pod poprzednim postem z tej serii.
Myślałam, że skoro prowadzę blog o paznokciach i obserwujecie go właśnie pod tym kątem to nie spodobają wam się posty o rysowaniu. Jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że się myliłam. Bardzo dużo osób pisze do mnie i pyta kiedy dodam kolejny post o rysowaniu. Moja odpowiedź brzmi: dzisiaj. Mam dla was kilka rysunków. Nie wiedziałam do końca jak mam je wam pokazywać (chodzi mi o to, że niektóre to pejzaże inne to portrety itd.) dlatego wpadłam na pomysł, że w jednym tygodniu dodam post o rysowaniu kwiatów, w innym zwierzęta, w jeszcze innym pejzaże ... . Myślałam też o tym, by zrobić może jakiś tutorial o rysowaniu i wstawić wam np. filmik. Chociaż nie jestem do końca pewna czy to dobry pomysł. Napiszcie w komentarzach co wy o tym myślicie. To tyle mojego pisania za chwilę zobaczycie moje kolejne potyczki z ołówkami i zobaczycie jaki był tego efekt końcowy. 


Żonkil jest w prawdzie jeszcze niedokończony (co pewnie wiadać). Mam zamiar nie kolorować go w środku tylko zostawić białego i zrobić ołówkiem ciemne tło, mniej, więcej takie coś jak na górze.


Kolejne moje dzieło to "przewrócona" róża 


 Teraz trochę martwej natury. Stokrotka w kieliszku. Tu też mam zamiar dokończyć ciemne tło, ale jak na razie nie mam na to czasu, a jest to dość pracochłonne.

To byłoby na tyle jeśli chodzi o dzisiejszy post. Mam nadzieję, że wam się podobało i zostaniecie ze mną na dłużej. Do zobaczenia w kolejnym poście. 

środa, 10 lutego 2016

Wyjazd do Gdańska

Hejka!
   Dziś tak jak obiecałam wam wczoraj opowiem trochę o mojej nieobecności. Właściwie to od samego początku myślałam, że nie będę miała problemu z dodawaniem postów mimo iż jestem w innym miejscu. Kiedy przyjechaliśmy już do Gdańska i weszliśmy do hotelu też tak myślałam, bo od wejścia było widać przy recepcji dwa komputery do użytku gości. Jednak gdy zeszłam w sobotę wieczorem z chęcią dodania czegoś na bloga napotkałam kilka przeszkód. Po pierwsze jak wspomniałam wyżej były to komputery, nie jakieś strasznie stare, ale mimo to nie działały na nich wszystkie programy (a ja jak zwykle byłam taka mądra i pomyślałam, że po co brać laptopa skoro w internecie jest napisane, że w hotelu jest dostęp do komputerów i internetu). Po drugie zapomniałam kabla USB, ale to nie był największy problem, bo można było go pożyczyć od pani, która pracowała w recepcji. Jednak gdy miałam już kabel i udało mi się odblokować ten komputer okazało się, że jest jakiś problem z przesłaniem zdjęć. Byłam po prostu wściekła, ale pomyślałam sobie, że taki stary rzęch nie powstrzyma mnie przed dodaniem posta. Miałam plan napisać coś dla was i po prostu nie dodawać zdjęć. Prawie mi się to udało już nawet napisałam tekst, gdy nagle od komputera odłączył się kabel (i jak to zwykle bywa w tych starych systemach) wyłączyło się ZASILANIE!!!!!!!
Oczywiście post się zapisał w wersji roboczej, ale nie w całości tylko jakaś 1/3 przetrwała. Chciałam to napisać jeszcze raz, ale było już tak późno i ja byłam już tak zła i zmęczona, że po prostu nie dałam rady.    
Dodałam ten post dopiero wczoraj oczywiście w skróconej wersji, bo już nie mogłam na niego patrzeć, ale jednocześnie chciałam się z wami dzielić moimi pomysłami. 

   Nie przedłużając opowiem wam trochę o mojej powiedziałabym nawet, że fascynującej podróży do Gdańska. Rodzice zaplanowali ten wyjazd już dosyć dawno, bo wiadomo im szybciej tym więcej wolnych miejsc i oczywiście taniej. Wiedziałam już gdzie jedziemy i w jakim hotelu będziemy mieszkać przez te kilka dni, ale nie wiedziałam jednej jak dla mnie dość istotnej rzeczy - jak się tam dostaniemy. Na początku były plany, żeby lecieć samolotem, ale moja mam się boi i oczywiście była od razu na NIE. Nie dopytywałam się, bo byłam prawie pewna, że pojedziemy autem (jak to zwykle bywa). Kilka dni później rodzice powiedzieli, że pojedziemy z Magdą (to moja kuzynka). Bardzo się ucieszyłam, bo dobrze się dogadujemy i zawsze się świetnie bawimy. Wyobrażałam już sobie jak to będzie, gdy nagle rodzice powiedzieli, że Magda i ciocia jadą z nami dlatego, że pojedziemy kuszetką (jakby ktoś nie wiedział to jest to taki pociąg, w którym są "sypialne" przedziały, po prostu przedział, w którym śpi 6 osób). Na samym początku zarówno ja jak i Magda byłyśmy przerażone, bo bardzo rzadko jeździmy pociągiem, a co dopiero kuszetką. Pomyślałyśmy jednak, że to może być wspaniała przygoda, więc zaczęłyśmy się pakować i planowałyśmy co będziemy robić przez tę noc w pociągu. Dokładnie w piątek wieczorem spotkałyśmy się na dworcu i czekałyśmy na pociąg. Wiedziałyśmy, że w środku może być niezbyt ciekawie, bo są to dość stare pociągi, a poza tym widziałyśmy zdjęcia w internecie, ale to co zobaczyłyśmy ... .
Kiedy tylko weszliśmy chciało mi się płakać. Nie wyobrażałam sobie jak przetrwam tę straszną noc. W przedziale było 6 "łóżek" trzy przy jednej ścianie i trzy przy drugiej. Wyglądało to po prostu jak trzypiętrowe łóżko. Pomiędzy nimi było przejście. Sama nie wiem czy miało nawet 30 cm szerokości, więc wyobraźcie to sobie. Po chwili siedziałam już na swoim miejscu oczywiście miejsca było mało, więc musiałam się skulić, żeby nie uderzyć głową w łóżko na górze. Kiedy tylko pociąg ruszył przyszedł  pan konduktor z jakimś pomocnikiem i zaczęli śpiewać "Sto lat". To nie był przypadek. Dzień wcześniej Magda miała urodziny, niestety nie mogliśmy przyjechać na przyjęcie, bo szykowaliśmy się do wyjazdu, a mieszkamy dość daleko od siebie. Dlatego też poprosiliśmy, żeby to właśnie ci panowie wręczyli prezenty, żeby było to coś innego niż zwykle, Od razu wszystkim poprawił się humor.



Na tym zdjęciu widać (może tak niezbyt dokładnie) jakie były tam warunki.
   Jechaliśmy już jakąś dobrą godzinę. Czas ten leciał bardzo szybko zwłaszcza, że samo wejście i rozpakowanie się zajęło nam prawie 30 min. Kiedy jechaliśmy przez prawie cały czas oglądałyśmy z Magdą widoki za oknem. Może nie były jakieś super, bo jednak o 23.00 jest już ciemno, ale jakoś leciało. Dojechaliśmy do Wrocławia, a tam jak zwykle jest strasznie długi postój. Zaczęłyśmy się nudzić. Nie mogłyśmy nigdzie wychodzić, żeby się nie zgubić. Do pociągu wchodziło strasznie dużo ludzi i zaczął robić się tłok, więc rodzice kazali nam zostać w przedziale, żeby nie przeszkadzać. W końcu ruszyliśmy. W przedziale zrobiło się dość ciepło, więc tata otworzył okno, ale jak to zwykle bywa rodzice kazali nam wyjść, żeby nas nie przewiało. Na korytarzu było jeszcze nudniej, więc razem z Magdą postanowiłyśmy zrobić sobie jakieś zdjęcia, żeby później dodawać je na bloga (bo może nie wiecie, ale Magda też ma bloga i pewnie u niej będzie też więcej zdjęć z wyjazdu). 


   Nie było tam super warunków, żeby robić sobie sesję zdjęciową, ale myślę, że wyszło całkiem okej.
Gdy skończyłyśmy w przedziale zdążyło się już wywietrzyć, ale zrobiło się też jak dla nas trochę za zimno, więc postanowiłyśmy zostać jeszcze przez chwilę. Magda postanowiła, że się trochę porozciąga, a ja żeby się nie nudzić robiłam jej zdjęcia. 


   Później musiałyśmy położyć się spać. Weszłyśmy, więc na nasze miejsca i próbowałyśmy usnąć. Minęło 10 minut, 20, 30 aż w końcu wszyscy usnęli. Wszyscy oprócz mnie i Magdy. Zaczęłyśmy więc szeptać sobie do ucha plan działania. Miałyśmy wziąć ze sobą iPada, jakieś picie, coś do zjedzenia i wyjść na korytarz, żeby nikomu nie przeszkadzać. Za pierwszym razem się nie udało, bo gdy chciałyśmy zejść obudziła się moja mama, więc udawałam, że coś mi spadło i wróciłam na górę. Odczekałyśmy kolejne kilka minut i podjęłyśmy się drugiej próby. Jeszcze zanim zeszłyśmy zdążyłyśmy ustalić wspólną wersję, chyba najprostszą z najprostszych "idziemy do toalety". Już nam się prawie udało. Był tylko jeden minus ja i Magda miałyśmy łóżka na górze. Były trzy rozwiązania:
 - zejść po drabince, która skrzypi i wszystkich obudzić, 
 - zejść następując jedną nogą na łóżko niżej, w razie czego obudziłyby się dwie osoby, ale pech chciał, że akurat na tych łóżkach na dole spały nasze mamy. Chociaż to jest chyba i tak najmniej ryzykowne.
 - trzecie wyjście to zeskoczyć, ale tego w ogóle nie brałyśmy pod uwagę, bo było tam mało miejsca, jakbyśmy spadły to już chyba wszyscy by się obudzili, włącznie z panem konduktorem, który miał swój przedział obok (podejrzewam, że on i tak nie spał, ale lepiej nie ryzykować). 
Napiszcie w komentarzach co wy byście wybrali. 
My wybrałyśmy wyjście 2. Pomału zaczęłyśmy schodzić. Kiedy byłyśmy już na dole strasznie się ucieszyłyśmy, że nam się udało. W tamtej chwili pomyślałam, że nie będzie już większych problemów. Jednak były ... . Kiedy chciałyśmy już wyjść zacięły się drzwi!!! Pociągnęłyśmy je jakby nigdy nic, udało się i przy okazji nikt się nie obudził. Byłyśmy jednak tak głupie i nie zabezpieczyłyśmy ich, żeby się nie otwierały. Wtedy pociąg nagle skręcił i drzwi się otworzyły. Nie było jakoś strasznego hałasu, ale obudziła się Magdy mama. Sprzedałyśmy jej tę gadkę o toalecie, żeby zyskać na czasie. Miałyśmy nadzieję, że położy się spać i zapomni, a my w tym czasie wrócimy na korytarz, jednak było inaczej, czekała na nas pod drzwiami przedziału. Nie było wyjścia musiałyśmy położyć się i udawać, że śpimy.
Nie mam żadnych zdjęć, bo jak się pewnie domyślacie było ciemno. 
Trochę jeszcze gadałyśmy, ale już na leżąco, żeby nie było ... .
Nasza rozmowa, a właściwie monolog Magdy polegał na tym, że mówiła co jakiś czas, która jest godzina no i czasem grała coś na pianinie (oczywiście na swoim tablecie). Słyszałam tylko 1.37, ... 2.00, ... 2,07, ....... 3.01 nagle, gdy Magda powiedziała 3.04 wstała moja mama nakrzyczała na nas i kazała iść spać. Nie miałyśmy wyboru położyłyśmy się i przez kolejne 3 godziny leżałyśmy bez słowa mając nadzieję, że w końcu zaśniemy. Zasnęłyśmy, ale tylko na chwilę, bo gdy się obudziłyśmy, a właściwie to rodzice nas obudzili i powiedzieli, że trzeba wstawać było około 6.00. Zmęczone wstałyśmy i spakowałyśmy swoje rzeczy. Po przyjeździe do hotelu od razu poszłyśmy spać. 
To koniec naszej historii z pociągiem mam nadzieję, że was nie zanudziłam. 
Piszcie w komentarzach czy wy też mieliście jakieś przygody tego typu.
Mam ferie, więc posty będą pojawiały się częściej dlatego zachęcam do śledzenia mojego bloga na bieżąco. Mam nadzieję, że do zobaczenia!
Papa!




wtorek, 9 lutego 2016

Pomysły na krótkie paznokcie #1

Hejka!
Przychodzę dziś do was z nowym pomysłem na paznokcie!
Zanim jednak zacznę chciałbym wam powiedzieć o kolejnej małej zmianie na blogu. Otóż jakoś tak chyba w poprzedni piątek zdarzyła mi się mało przyjemna sytuacja. Możecie powiedzieć, że to niby nic takiego, ale dla mnie to był jakiś koszmar i przede wszystkim SZOK!!!
Gdy wracałam do domu jakoś mi się osunął szalik no, więc wiadomo chciałam go poprawić. Wtedy właśnie zahaczyłam paznokciem o jakąś wystającą nitkę i TRACH!!!
Odłamał mi się kawałek paznokcia. 
Nie wyglądało to jakoś tragicznie, ale wiadomo nie będę przecież chodziła z ułamanym paznokciem.
Przyszłam, więc do domu i z wielką niechęcią wzięłam do rąk nożyczki. Niestety nie dało się tego przypiłować albo obciąć tak do połowy, bo paznokieć złamał mi się na całej długości. Przez kolejne 3 dni patrzyłam na moje ręce i nie dowierzałam, że należą one do mnie. Właśnie dlatego nie na widzę nosić szalików, czapek itp. 
Z racji tego, że teraz mam "nieco" krótsze paznokcie pomyślałam sobie, że przez kilka następnych dni będę wam wstawiała jakieś pomysły na krótkie paznokcie. Mam nadzieję, że taka seria wam się spodoba chociaż marzę o powrocie do normalności.
Nie przedłużając pokażę wam pomysł na dziś.


Super pomysłem na krótkie paznokcie jest wykorzystanie frenczu na matowym lakierze.
Mi akurat podobał się czarny, ale bardzo ładnie wygląda też czerwony i szary.
Co do sposobu wykonania to ja używam po prostu matowego lakieru, ale nie jest to konieczne. Zdjęcie jak zwykle było zrobione wieczorem, więc nie jest zbyt wyraźne. Post pojawił się trochę później niż planowałam, ale o tym opowiem wam już w kolejnym poście, który powinien pojawić się już jutro! Mam nadzieję, że do zobaczenia!
Papa!